Nowa Zelandia Tongariro Ngauruhoe Ketetahi Nowej Zelandii

 

Jesteś tutaj: Strona główna | Nowa Zelandia Artykuły | Nowa Zelandia Turystyka | Czy na wulkanie można zmarznąć?...


Czy na wulkanie można zmarznąć?...

Dodane: 2010-08-17 | Aktualizacja: 2010-08-23


Po pierwszych dniach spędzonych na cieplutkim Półwyspie Coromandel, a wkrótce pełnym gorących źródeł i wrzących błot Rotorua byłam nastawiona na letnie wakacje. Co prawda mijane kempingi świeciły pustkami, campervanów na drodze niewiele, słońce jednak prażyło. Byłam pewna, że w Tongariro nic się nie zmieni...

Podziel się ze znajomymi!

"Tekst zajął II miejsce w III etapie I Konkursu Redakcyjnego w kategorii "Najwięcej Lubiących to!" zdobywając 10 głosów użytkowników. Gratuluję - Administrator NNZ"

Po maoryskim przystanku w Rotorua, nareszcie wyspana – jakby nie patrzeć od przylotu minęło jakieś pięć! dni – ruszyłam. Już sama droga w stronę Turangi pozwoliła mi puścić wodze fantazji na tyle, by uwierzyć, że większość turystów została w skansenie. Jechałam więc sobie lewą stroną, ćwiczyłam używanie kierunkowskazów i wycieraczek, rozmyślając przy okazji o europejskich kolonizatorach, że jednak wstyd... chociaż, w porównaniu z losem australijskich Aborygenów Maorysi w jakimś sensie mieli szczęście. Co zostało? Ludzie kultywujący swoje pochodzenie, legendy, nazwy, skanseny, jadeitowe amulety i... państwowe święto na cześć podpisania europejsko – maoryskiego porozumienia (Waitangi Day). My – Europejczycy jesteśmy wszędzie i wszędzie przykładamy miarę własnego uniwersalizmu. Tym samym postanowiłam odpocząć od ludzi w swoim własnym towarzystwie, pod wulkanem w Parku Narodowym Tongariro.

Nazwa parku oznacza „złapanego przez zimny południowy wiatr” i odwołuje się do legendy o Ngatoroirangi, który zamarzłby na szczycie, gdyby nie pomoc sióstr. Te Pupu i Te Hoata zjawiły się, by ogrzać brata, a że przybywały z daleka, po drodze odpoczywały. Wszędzie tam, gdzie miały postój gubiły jakąś część ognia, pod którego postacią się przemieszczały. W ten czarodziejski sposób powstał na wyspie cały ciąg geotermalnych źródeł o niezwykłej dla Maorysów wartości, a wulkany stały się świętymi, objętymi tabu miejscami. Od 1887 roku stanowią dziedzictwo wszystkich Nowozelandczyków.

Mała miejscowość Whakapapa to zagubione na pustkowiu pole golfowe i  hotel przywodzący na myśl „Lśnienie” Kubricka, nie tyle jednak swoim wyglądem, ile położeniem. Jest też kemping i całkiem ciekawe centrum informacyjne. Okolice wulkanu Ngauruhoe to przede wszystkim miejsce, w którym przekonałam się, że nowozelandzka jesień nocą nie żartuje. Można zmarznąć a w dodatku nie dałam rady jednocześnie spać i skakać... Rzecz w tym, że miałam letni śpiwór i na wyspie południowej marzłam w nim jeszcze kilkakrotnie. Dzięki temu stanęłam pod wulkanem, kiedy tylko się rozwidniło. Wystartowałam z Mangatepopo. Z początku było jeszcze dość rześko, ale spacer po zastygłej lawie w słońcu rozgrzewa. Wkrótce zrzucałam z siebie kolejne warstwy ubrań, a gdy zatrzymałam się na śniadanie przy Soda Springs, wydawało mi się nawet, że jestem już opalona. Warto było marznąć w nocy, by poczuć w pełnym słońcu smak zimnego melona...

Wędrując sobie po tych czarnych skałach myślałam o Samie i Frodo... do jedzenia resztki lembasów, parę łyków wody, a tu od samego patrzenia na Ngauruhoe robi się gorąco. Ciaśniej na szlaku zrobiło się dopiero w okolicach centralnego krateru, a to pewnie dlatego, że z rana i wieczorem jest dla turystów zorganizowany transport. Trasa prowadząca do Ketetahi jest niezwykła, widoki – fantastyczne, a spędzając tam cały dzień można poczuć się naprawdę zmęczonym. W parku jest też kilka krótszych tras – polecam, jeśli ktoś nie ma kremu zabezpieczającego przed promieniami słonecznymi...

Na wulkany Parku Tongariro warto popatrzeć także z dołu, szczególnie o  wschodzie lub zachodzie słońca. Pusta wieczorami droga i góry wokoło są przejmujące, a jeśli podróżuje się samemu, to w takim miejscu zaczyna być samotnie...

Zatęskniłam... ale nie na tyle, by od razu szukać towarzystwa ludzi. Przede mną bowiem malowała się perspektywa odwiedzenia pewnego uroczego, obfitującego w zwierzęta zakątka. Do ludzi powrócę za jakiś czas i może za kolejny odcinek opowiastek o Nowej Zelandii.

.

 

Podziel się ze znajomymi!

Komentarze Sortowane od najnowszego do najstarszego

  1. Brak zdjęcia Anomin napisał:
    2010-08-21 o 16:04

    Nie byłam i pewnie nigdy nie będę w Nowej Zelandii, ale piszesz tak ładnie, że aż chce się tam być. Bardzo jestem ciekawa Twojej dalszej podróży. Z niecierpliwością czekam na dalsze relacje. Mam nadzieję, że równie ciekawe....

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby:
otrzymać powiadomienie o odpowiedzi na komentarz Twój i innych. Nie wypadniesz z konwersacji.
komentarz pojawił się natychmiast na stronie
komentarz nie musiał oczekiwać na moderację
nie musieć przepisywać kodu z obrazka

Komentarze niezgodne z regulaminem oraz uznane za reklamowe usuwamy bez powiadomienia.

na górę


Zapisz się i Ty i zgarnij super niezpodziankę!






Dodaj Link do NaszaNowaZelandia.pl Holidaycheck

* Serwis nie ponosi odpowiedzialności za publikowane przez użytkowników treści. Treści są własnościa Autorów. Zgłoś nadużycie Administratorowi.

Partnerzy

Partner NaszaNowaZelandia.pl  - Ambsada Nowej Zelandii Partner NaszaNowaZelandia.pl  - Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie Partner NaszaNowaZelandia.pl  - Travel Channel Partner NaszaNowaZelandia.pl  - Polska.gov.pl by Ministerstwo Spraw Zagranicznch Partner NaszaNowaZelandia.pl  - Anzora Partner NaszaNowaZelandia.pl  - Klub Podróżników Śródziemie Partner NaszaNowaZelandia.pl  - Peron4.pl Partner NaszaNowaZelandia.pl  - ImprezyPodroznicze.pl Partner NaszaNowaZelandia.pl  - PasjaSwiata.pl